Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 marca 2014

Bath & Body Works - warto?


Mój pierwszy kontakt z marką Bath & Body Works miał miejsce w listopadzie 2012 roku. W warszawskich Złotych Tarasach poczułam się jak w raju. Sklep jest dość duży i przestronny oraz pięknie urządzony. Ogrom produktów i możliwości wyboru lekko przerażają i nawet trochę przytłaczają. Z każdej strony inny zapach, coraz piękniejsze opakowania... Generalnie może się zakręcić w głowie i tak było przy mojej pierwszej wizycie. Z tego natłoku nie potrafiłam wybrać nic konkretnego. Ale ostatecznie, żeby nie stracić jedynej możliwości zakupu wybrałam dwa balsamy do ciała oraz żel antybakteryjny do rąk. Nie były to najszczęśliwsze wybory. Balsamy dość drogie (wtedy około 35 zł za butelkę) i poza fajnymi zapachami nie zachwyciły niczym szczególnym. Oczekiwałam chociaż trochę lepszych właściwości pielęgnacyjnych, ale nic z tego. Nie mam suchej skóry, ale te lotiony były dla mnie zbyt lekkie. Na dodatek zapachy były intensywne wyłącznie w momencie aplikacji. Potem ekspresowo się ulatniał i nie utrzymywał na mojej skórze. Przyznam, że czułam się mocno rozczarowana i trochę oszukana...


Żel antybakteryjny był zdecydowanie lepszym zakupem. Chociaż nie wiem jak to się stało, że wybrałam zapach z mocną nutą wanilii, bo jakoś szczególnie za nią nie przepadam. Niemniej żel spełniał swoje zadanie i dzielnie towarzyszył mi w torebce. Z czasem zapach zaczął mnie drażnić, ale to był mój błąd wynikający ze złego wyboru. Tysiące kolorowych i pachnących buteleczek potrafią skutecznie namieszać w głowie. Na zakupy w tym sklepie zdecydowanie trzeba mieć obraną jakąś taktykę.


Okazja do kolejnych zakupów nadeszła wiosną 2013 roku. Zauważyłam, że większość produktów dość drastycznie podrożała (różnice nawet 10 zł), co mnie lekko ostudziło... Tym razem zrobiłam inaczej. Najpierw wszystko ze spokojem pooglądałam, nawąchałam się, wypróbowałam i... wyszłam ze sklepu. Wróciłam dopiero po kilku godzinach, gdzie już konkretnie wiedziałam, czego chcę. Egzotyczne mgiełki zapachowe były strzałem w dziesiątkę! Towarzyszyły mi przez całe lato i wprawiały od rana w dobry nastrój. Wszystkie rodzaje były bardzo wdzięczne, ponieważ zapach długo utrzymywał się na skórze. Moim zdecydowanym faworytem jest Aruba Coconut i już wiem, że przy następnej wizycie będę szukać mgiełek w tym klimacie...


Skusiłam się także na dwa żele antybakteryjne o owocowych nutach. To był bardzo dobry wybór. Żele pachną niesamowicie intensywnie, a zapach jest zaskakująco trwały. Ich podstawowa rola również jest spełniona - czyste i odświeżone dłonie.


W grudniu nadarzyła się okazja do zamówienia z amerykańskiego sklepu Bath & Body Works. Postanowiłam spróbować słynnych mydeł w piance. Są naprawdę fajne. Intensywny zapach wypełnia całą łazienkę. Nie zauważyłam wysuszania dłoni.


Mgiełka o zapachu orchidei jest idealna na nadchodzącą wiosnę!


 Jagodowa winnica ♥


Podsumowując moją przygodę z Bath & Body Works z całą stanowczością mogę stwierdzić, że pierwsze wrażenie może być mylne. Moim faworytem są mgiełki zapachowe oraz żele antybakteryjne. Na pewno jeśli jeszcze będę miała możliwość to kupię je ponownie. Nie spróbowałam jeszcze słynnych świec zapachowych, ale wszystko w swoim czasie. Trochę szkoda, że jedyne dwa sklepy znajdują się tylko w Warszawie. Ceny również nie należą do najniższych, ale zazwyczaj można skorzystać z ciekawych promocji. Generalnie jest to ciekawa marka, która zachwyca opakowaniami i zapachami, ale da się bez tego żyć!

Lubicie Bath & Body Works?


niedziela, 6 października 2013

Kilka bubli #3

Dzisiaj zapraszam na kolejnego posta z bublami.
O poprzednio nietrafionych kosmetykach możecie poczytać TUTAJ i TUTAJ.


Johnson`s Baby, Oliwka w żelu, Kwiatowa świeżość

Dawno nie miałam tak drażniącego kosmetyku... A to wszystko za sprawą fatalnego opakowania. Oliwka w żelu jest gęsta i skoncentrowana. Tym samym niesamowicie trudną ją wydobyć. Twardy plastik butelki jest mało plastyczny i nie poddaje się łatwo naciskowi. Na dodatek, gdy mamy dłonie od oliwki to poziom frustracji rośnie wprost proporcjonalnie do prób wydobycia produktu. Wiem, że oliwka z natury jest tłusta, ale ta praktycznie się nie wchłania i zostawia okropnie lepiący się film na skórze. Człowiek ma ochotę od razu ponownie się umyć. Zero właściwości nawilżających i pielęgnujących. A do tego wszystkiego ubogi skład. Szczerze mówiąc nigdy nie używałam gorszej oliwki. Totalnie nietrafiony zakup i duże rozczarowanie.



Lirene Dermoprogram, Dwufazowy delikatny płyn do demakijażu oczu

Lubię dwufazowe płyny do demakijażu oczu. Nie tylko oczyszczają, ale też skutecznie pielęgnują. Ten płyn jest po prostu słaby. Dwie fazy dobrze się ze sobą łączą i wydawałoby się, że będzie znośnie. Jednak niestety nie jest. Płyn bardzo słabo zmywa makijaż. Nawet po dłuższym odczekaniu każdy kolejny płatek nadal jest brudny. Trzeba trzeć i sporo się napracować. Pozornie wszystko jest zmyte, oczy wydają się czyste. Po umyciu buzi okazuje się, że na oczach nadal są resztki makijażu. Sam płyn nie podrażnia i krzywdy oczom nie robi, ale uznaję go za bubla, gdyż niestety nie spełnia swojej podstawowej roli.



Dove, Summer Glow Deep Care Complex, Balsam do ciała z samoopalaczem

Uwielbiam balsamy brązujące, jednak już wiem dlaczego tak wiele osób ich nie lubi albo obawia się marnego efektu. To jest po prostu kwestia trafienia na właściwy kosmetyk. Mam już w tym zakresie swoich ulubieńców i te balsamy na pewno do nich nie dołączą. Plamy, smugi, zacieki. Wszystko to czego chcemy uniknąć. Do tego dość brzydki odcień opalenizny ze zbyt dużą ilością żółtego pigmentu. Schodzi ze skóry po kilku dniach pozostawiając jeszcze więcej plam. Właściwości nawilżające balsamu są dla mnie wystarczające, jednak to akurat najmniej ważne. Wiem, że te balsamy mają wiele fanek. Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Z moją skórą nie współpracują i tego lata przeżyłam kilka chwil grozy przy próbach zużycia balsamów.


Znacie te produkty? U Was się sprawdziły?

poniedziałek, 2 września 2013

Opalanie z Lirene


Lirene, Body Arabica, Balsam brązująco-ujędrniający

To mój ulubiony balsam brązujący od lat. Ma bardzo lekką konsystencje, łatwo się aplikuje oraz szybko wchłania. Pachnie kawą i dzięki temu smrodek typowy dla produktów brązujących jest praktycznie niewyczuwalny. Kolor opalenizny nie jest żółty. Jest to ładny i ciepły odcień w kierunku złotego. Skóra wygląda zdecydowanie lepiej i zdrowiej. Intensywność opalenizny można stopniować, chociaż już po jednym zastosowaniu efekt jest widoczny. Nie pozostawia żadnych smug, zacieków czy plam. Schodzi w sposób równomierny i praktycznie niezauważalny. Nie ujędrnia skóry, ale nawet na to nie liczyłam. Ważne, że jej dodatkowo nie przesusza, a wręcz nawilża. Gorąco polecam wersję dla ciemnej karnacji. To naprawdę świetny balsam!


Przed i po - jedna warstwa.




Lirene, Dermoprogram, Samoopalający mus nawilżający

Bardzo dobry samoopalacz. Nadużyciem jest jednak określenie konsystencji słowem mus, gdyż jest to wodnista pianka. Mimo wszystko produkt można szybko i równomiernie zaaplikować, dzięki właśnie tej lekkiej formule. Ogromny plusem jest śliczny zapach, który umila stosowanie. Jednak cudów nie ma i po kilku godzinach uwalnia się charakterystyczny smrodek. Produkt szybko się wchłania, a kolor jest jednolity i nie ma nic wspólnego z pomarańczem. Opalenizna utrzymuje się bardzo długo, schodzi w sposób równomierny. Efekt można stopniować. Samoopalacz nadaje się także do twarzy. Nie podrażnia, ani nie zapycha porów. Opakowanie nie jest najwygodniejsze, ponieważ lubi się wyślizgiwać z dłoni. Jest to porządny samoopalacz.


Przed i po - jedna warstwa.


Bardzo lubię produkty brązujące. Istotne, żeby pamiętać o regularnym peelingu całego ciała i odpowiednim nawilżaniu. Wtedy nie ma problemów z nierównościami, plamami i zaciekami. Chociaż ostatnio przekonałam się o tym, że nawet dobrze przygotowana skóra może być niewystarczająca i jak coś jest bublem to nim po prostu jest. Zawiodłam się na pewnym produkcie, ale o tym poczytacie niedługo w bublach... Nie zrażam się i wracam do tych sprawdzonych produktów z Lirene.

niedziela, 19 maja 2013

Pielęgnacja ciała z DECUBAL

Okres jesienno-zimowy dał się ostro we znaki mojej skórze ciała. Do tej pory była mało wymagająca i zwykły balsam zaspokajał potrzebę nawilżania. Okazało się jednak, że to za mało. Skóra zaczęła się łuszczyć, piec i pękać. Była ściągnięta i czułam ogólny dyskomfort. Współczuję osobom z suchą skórą, które borykają się z tym problemem nieustannie. Bardzo ciężko było mi doprowadzić skórę do ogólnej równowagi, ale na szczęście na ratunek idealnie w czas przyszedł Decubal.


Decubal, Body Cream
Odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała


Przy pierwszym użyciu myślałam, że nie dam rady posmarować się cała... Ten krem okrutnie śmierdzi. Zapach jest kwaśny, przykry i kojarzy mi się z potem. Ale podeszłam do tego kremu trochę na zasadzie lekarstwa. Leki też nie są przyjemne, ale jednak trzeba się zmusić, jeśli chce się być zdrowym. No i ja się tak przymusiłam do stosowania tego kremu, ponieważ zależało mi na uleczeniu mojej suchej skóry na ciele. Udało się w pełni. Obietnice producenta zostały spełnione. Krem daje wyraźną ulgę, nawilża i regeneruje skórę. Jednak stosowanie nie jest przyjemne. Raz, ze względu na zapach, a dwa, to dość trudna konsystencja. Krem długo się wchłania i pozostawia lepką warstwę. Mimo działania nie kupiłabym go ponownie.




Decubal, Clinic Cream
Odżywczy i nawilżający krem do skóry suchej i atopowej


Ten krem jest zdecydowanie lepszy od poprzednika! Robi dokładnie to samo, czyli wspaniale koi, nawilża i regeneruje skórę. Jednak ma zasadniczą przewagę! Przede wszystkim zapach jest dużo bardziej delikatniejszy, rzekłabym, że nawet przyjemny. Konsystencja także jest inna, bardziej tłusta, ale to plus. Łatwo się aplikuje i szybko wchłania. Kupiłabym ponownie.




Decbal, Hand Cream
Nawilżający, zmiękczający i ochronny krem do rąk


Krem ma gęstą i skoncentrowaną konsystencję. Zapach nie jest zbyt przyjemny, ale zdecydowanie mniej intensywny, niż w kremie do ciała. Dobrze się rozprowadza oraz dość szybko wchłania. Dłonie są zmiękczona, natłuszczone i odpowiednio nawilżone. Dzięki silikonom dłonie są bardzo gładkie i przyjemne w dotyku. Efekt nawilżania jest według mnie bardzo trwały.


Dodam jeszcze, że oba kremy do ciała nie są zbyt wydajne. Wykorzystałam dwie tubki w miesiąc czasu! Z tym, że po tym czasie moja skóra doszła już do stanu idealnego i tak mocne nawilżanie przestało mi być potrzebne. Krem do rąk jest bardzo wydajny i już niewielka ilość ratuje spierzchnięte dłonie. Uważam, że są to skuteczne kosmetyki o niezbyt pięknym zapachu.

piątek, 14 września 2012

Musztarda po obiedzie, czyli dziewczyny lubia braz ;-)

Post rychło w czas ;-)  Dzisiaj u mnie świeci słońce, ale jest dość zimno. Tym samym może niech to będzie wspomnienie lata z prezentacją kosmetyków po które dość często sięgałam podczas wakacji. Tak, przyznaję się oficjalnie, że jestem fanką opalenizny! Nie należę do grona osób bladych i dobrze mi z tym. Jednocześnie nie przesadzam w drugą stronę i nie jestem mahoniową skwarką ;-)


Przez cały rok korzystam z dobrodziejstw balsamów brązujących. Długo szukałam swojego ideału, aż w końcu trafiłam na Balsam brązująco-ujędrniający od Lirene. Według mnie jest idealny, ale musiało minąć trochę czasu zanim polubiłam go tak całkowicie. Używam wyłącznie wersji przeznaczonej do ciemnej karnacji. Balsam bardzo łatwo się wsmarowuje, przepięknie pachnie kawą oraz zostawia skórę przyjemnie nawilżoną. Nie ujędrnia ;-) Efekt opalenizny można stopniować, kolor jest naturalny i trwały. Wystarczy tylko pamiętać o regularnym peelingu całego ciała i nie ma opcji, żeby pojawiły się jakieś plamy albo zacieki. Posiadam także samoopalacz w sprayu Sun Ozon z drogerii Rossmann. Ten produkt też gości u mnie na stałe, ale ostatnio coś się z nim stało złego... Kiedyś używałam go wyłącznie do twarzy. Teraz niestety przestał się sprawdzać w tej roli, bo strasznie nierównomiernie się rozprowadza i schodzi brzydkimi plamami. Stosuję go do ciała i wtedy już działa dobrze. Oczywiście zapach jest typowy dla samoopalaczy, ale to wiadomo...


Mariza pod względem kosmetycznych jest mi słabo znana, ale ten Olejek przyspieszający opalanie towarzyszy mi od ponad roku. Jest świetny! Stosuję go głównie na plaży. Bardzo ładnie pachnie kokosami i przyjemnie natłuszcza ciało. No i najważniejsze - przede wszystkim działa! Faktycznie, w szybkim tempie zyskuję brązową opaleniznę bez żadnych zaczerwienień. Zeszłej zimy testowałam ten olejek na solarium, kiedy wybrałam się kilka razy w celu poprawy humoru :-) Tutaj także się sprawdził i skutecznie ochronił skórę przed nadmiernym poparzeniem i zaczerwienieniem.


Sopot Sun od Ziaji stosuję przez cały rok. Jest to tłusty krem ze SPF 30, który chroni skórę. Nakładam na usta przed każdym wyjściem na dwór. Ważne, żeby była to cienka warstwa, bo w przeciwnym razie usta dostają fioletowej poświaty. Kosmetyk ten stosuję także na znamiona, kiedy opalam się na plaży, czy kiedy byłam na solarium. Raz będąc na solarium posmarowałam swoje znamię dość niedbale i potem w tym miejscu skóra była zdecydowanie jaśniejsza. Krem Eva Sun docelowo miał być moim filtrem do twarzy, ale niestety rozczarował mnie. Dla mnie jest zbyt tłusty, powoduje świecenie i szybko daje uczucie brudnej buzi. Nie mniej, jest to dobry krem z wysokim filtrem, ale akurat na mojej buzi się nie sprawdził, dlatego nakładałam go głównie na dekolt i ramiona.


Po opalaniu używałam lotionu Sun Ozon z drogerii Rossmann. Kosztował grosze w cenie regularnej, ale jest mało wydajny. Z lotionem nie ma nic wspólnego. W kontakcie ze skórą zamienia się w taki lekki bezbarwny żel i ekspresowo się rozsmarowuje oraz wchłania. Nie ma działania chłodzącego, ale mimo wszystko dawał sporą ulgę przy spieczonej skórze. Olejek z Yves Rocher to mój hit lata. Przepięknie i bardzo intensywnie pachnie. Kojarzy mi się z egzotycznymi krajami i kadzidłami. Zapach ciężki i bardzo trwały, jednak idealnie oddający klimat gorącej letniej nocy. Właściwości nawilżające i natłuszczające także na wysokim poziomie. Na pewno będę go stale kupować :-)

piątek, 23 marca 2012

Oeparol Balance - moc wiesiołka!


OEPAROL® Balance to gama preparatów do kompleksowej pielęgnacji twarzy i ciała. 
Zawierają one wyselekcjonowane składniki wysokiej jakości, w tym unikalny, „tłoczony na zimno” olej z nasion wiesiołka.

Olej wiesiołkowy zawiera cenne kwasy Omega-6, spełniające szereg ważnych ról w prawidłowym funkcjonowaniu skóry:
  • Kwasy Omega-6 są składnikiem budulcowym błon komórkowych skóry, przez co zapobiegają utracie wody przez naskórek.
  • Poprawiają mikrokrążenie, a tym samym odżywienie i dotlenienie skóry.
  • Skóra staje się nawilżona, jędrna, sprężysta i odzyskuje świeży wygląd.


Adamed Consumer Healthcare S.A., Oeparol Balance
Krem kondycjonująco - nawilżający


Nawilżanie cery jest bardzo ważnym czynnikiem odświeżającym i pielęgnacyjnym. Stosowanie preparatów nawilżających przywraca skórze elastyczność, odpręża, zapewnia świeży i zdrowy wygląd.

Działanie: wpływa na utrzymanie prawidłowej gospodarki wodnej skóry, wygładza i uelastycznia, czyni skórę bardziej delikatną, świeżą i jędrną.

Przeznaczenie: krem wiesiołkowy nawilżający jest kremem uniwersalnym, nadaje się zarówno do cery suchej, jak i tłustej, do jej codziennej, systematycznej pielęgnacji.


Co mnie najbardziej zaskoczyło w tym kremie? Opakowanie :-) Ma bardzo niespotykany kształt. Przez to budzi niesamowitą ciekawość. Do tego stopnia, że krem zaczęła mi podbierać mama ;-)


Jak widać krem zapakowany jest w kartonik oraz dodatkowo w środku został zabezpieczony folią. Dzięki temu mamy 100 % pewność, że nikt go wcześniej nie otwierał i jest świeży - duży plus za to.


Krem ma delikatną śmietankową konsystencje, ale nie jest to lekki krem. Zdecydowanie jest to krem tłusty i treściwy! Na mojej tłustej cerze krem nie miał szans wchłonąć się do matu i wyraźnie się po nim świecę, dlatego stosowałam go wyłącznie jako porządny nawilżacz na noc. W tej formie krem sprawdził się idealnie! Jest to bardzo dobry krem nawilżający i odżywiający. Koi, uspokaja, wygładza i pielęgnuje. Dzięki swojej konsystencji krem jest bardzo wydajny i niewielka ilość wystarczy, żeby porządnie się nasmarować. Czasami nakładam ten krem grubszą warstwą jako maseczka, którą zostawiam do wchłonięcia się! Świetna sprawa :-) Krem mnie nie zapycha. Pachnie dość intensywnie i bardzo charakterystycznie. Mi ten zapach kojarzy się z taką czystością i świeżością...


Moja mama ma cerę mieszaną w kierunku suchej i u niej krem nie zostawia tłustego filmu, a idealnie się wchłania. Mama stosuje głównie kremy przeciwzmarszczkowe, ale ten krem bardzo jej się spodobał. To naprawdę świadczy o tym, że krem jest warty uwagi, bo wielokrotnie kupowałam jej różne drogie kremy i rzadko który pochwaliła za dobre działanie ;-) A tutaj taki niepozorny i niedrogi apteczny krem wywarł na niej spore wrażenie i chętnie go używa. Także obie szczerze polecamy :-)



Adamed Consumer Healthcare S.A., Oeparol Balance
Balsam do ciała


Zawiera naturalne substancje bioaktywne w tym naturalny olej z nasion wiesiołka. Odpowiednio nawilża i delikatnie natłuszcza skórę ciała. Wpływa na jej wygładzenie, uelastycznienie oraz regenerację naskórka. Tworzy na skórze film ochronny, zapobiega zmianom alergicznym, pozostawia wrażenie świeżości.


Balsam zamknięty został w miękkiej i elastycznej tubie. Bardzo łatwo wycisnąć odpowiednią ilość balsamu. Konsystencja dość rzadka, ale mimo wszystko puszysta. Balsam łatwo się rozsmarowuje, ale pozostawia na skórze wyczuwalny film. Dla mnie jest to balsam wyłącznie do stosowania na noc, bo w ciągu dnia wolę produkty wchłaniający się całkowicie. Balsam bardzo dobrze nawilża! Zrobił porządek z moimi przesuszonymi łydkami! Ale generalnie ja mam skórę normalną i nie wymaga ona stałego balsamowania. Balsam bardzo ładnie pachnie i faktycznie czuję się świeżo po jego użyciu! Oczywiście jeszcze większą fanką tego balsamu została moja mama dla której jest to balsam idealny. Stosowałyśmy go też po depilacji i bardzo fajnie koi oraz zmiękcza skórę.


Zapraszam Was na profil Oeparol ;-)

Znacie jakieś kosmetyki Oeparol
Coś polecacie? Coś odradzacie?
Chętnie poczytam :-)

piątek, 16 września 2011

CEL: UJEDRNIANIE

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem okropnym leniem, jeśli chodzi o ciało. Nie mam suchej skóry i zero poczucia, że muszę się posmarować, bo nie czuję żadnego dyskomfortu po kąpieli. Teraz postanowiłam się zmobilizować i zrobić coś dobrego dla siebie. Oczywiście jestem realistką i wiem, że ciało nie stanie się jędrniejsze od smarowania, bo ważna jest też zdrowa dieta i dużo ruchu. Może tym wpisem zmobilizuję też inne leniuszki :-) 


Wiecie czego najbardziej nie lubię w tego typu kosmetykach? Uczucia chłodu jakie dają! Ja jestem strasznym zmarzluchem i nienawidzę tego przeszywającego zimna! Staram się wybierać kosmetyki, które dają minimalne chłodzenie. Tak jest w przypadku tych kosmetyków...

Opakowania produktów eleganckie i zgrabne. Ceny nie są najniższe w stosunku do pojemności, ale na szczęście od czego są promocje... Oba produkty pachną dość mocno anyżem. Konsystencja jest lekka, szybko się wchłaniają. Skóra staje się jedwabiście gładka, trochę napięta i bardzo ładnie nawilżona.


Biusty w górę! Najwyższy czas zwrócić na niego baczniejszą uwagę, bo za niedługo zacznie działać grawitacja i będzie płacz ;-) Produkt ma przyjemną, gęstą konsystencję i ładny, delikatny zapach. Łatwo się rozprowadza, szybko się wchłania. Dobrze nawilża i pielęgnuje skórę - jest miękka i lekko napięta.


To taki dodatkowy wspomagacz! Bardzo wygodne opakowanie z pompką. Balsam jest dość treściwy, ale szybko się wchłania. Lekko napina skórę, ale na pewno nie jest to efekt długotrwały. Przede wszystkim nawilża, sprawia, że skóra jest miękka i gładka. Dobre i to!


Oba gadżety zakupiłam w Rossmannie. Szczotka jest zdecydowanie hitem! Te wypustki z włosiem to idealne połączenie. Uwielbiam robić nią masaż! Dodatkowo wspomagam się masażerem. Opcja rączki jest dość wygodna, można stopniować efekt w zależności od nacisku. Oba przyrządy łatwo umyć.

Napisałam tylko o pierwszych wrażeniach, bo zdecydowanie muszę dłużej je poużywać, żeby móc napisać coś działaniu! A Wy macie jakieś swoje ulubione produktu do walki o jędrność skóry?

czwartek, 15 września 2011

Mades Cosmetics - znacie?


Dostałam takie dwa cudaki w prezencie na imieniny. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z firmą Mades Cosmetics. A Wy ją znacie? Według informacji z Wizażu jest to: Holenderska firma specjalizująca się w kosmetykach do pielegnacji skóry, ciała, do kąpieli i do pielęgnacji włosów. Właściciel takich marek jak: The Bath Batch, Cultures, Vitamino, Core and Pure, Galant, Medallion, Amadora, Serenity, Body Resort.

Jeszcze nie otworzyłam, bo staram się nie dublować zbyt wielu kosmetyków, ale muszę przyznać, że jestem zauroczona opakowaniem, kolorem i zapowiedzią nuty zapachowej - makadamia...