Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 czerwca 2015

Piwonie na ślub!


21 czerwca minie rok od mojego ślubu. Czas najwyższy powrócić wspomnieniami do tego okresu. Jak tylko ustaliliśmy datę tego wydarzenia zaczęłam szukać informacji na temat kwiatów. Od zawsze podobały mi się piwonie i marzyłam o ich wykorzystaniu. Okazało się, że czerwiec to czas idealny dla tych kwiatów. W tym okresie są stosunkowo tanie i łatwo dostępne. W Internecie jest mnóstwo zdjęć bukietów, które mogą być świetną inspiracją. Ja chciałam prosty i niezbyt duży bukiet bez żadnych dodatkowych ozdób. Ważne było dla mnie to, żeby nie był ciężki, taki przytłaczający i żeby w niczym mi nie przeszkadzał w tym ważnym dniu. W końcu to tylko dodatek, który jest dodatkową ozdobą. Mój bukiet był dokładnie taki jaki chciałam i o jakim marzyłam! Dla mnie idealny! Składał się z różnych odcieni różu, który był moim kolorem przewodnim. Kwiaty świetnie się prezentowały przez cały czas i po ślubie cieszyły moje oko jeszcze przez około tydzień czasu w wazonie.


Bukiety z peonii były ozdobą również w moim domu i na sali weselnej gęsto zdobiły wszystkie stoły. Na drugi dzień, już po zakończeniu uroczystości wszystkie bukiety rozdałam babkom w rodzinie (mamy, babcie, ciocie, kuzynki). Także nic się nie zmarnowało, tylko kwiaty dostały jeszcze ''drugie życie''. Jeśli któraś z Was zastanawia się nad piwoniami, to ja z całego serca polecam. Pięknie się prezentują, są trwałe i naprawdę ładnie pachną. Warto w nie zainwestować, bo cieszą oczy.


 Moja toaletka w dniu ślubu prezentowała się właśnie tak...


Alternatywą dla piwonii mogą być goździki. Są dużo tańsze, a równie piękne. Pomysł na poduszkę z kwiatów dla obrączek podsunęła mi inna blogerka Viollet. Przesłała mi dokładne zdjęcia swojej poduszki i dzięki temu moja florystka wykonała coś podobnego na wzór. Taka poduszka jest według mnie ciekawym i oryginalnym pomysłem. Prezentuje się genialnie i spełnia swoją rolę. Poduszkę do ołtarza niósł mój 6-letni chrześniak, który potem się nią opiekował [czytaj: bawił ;)].


Dodam jeszcze, że nie szalałam z wyborem jakiejś modnej florystki, tylko korzystałam z usług lokalnej kwiaciarni. Rachunek końcowy był dość wysoki, jednak w 90 % był to tylko i wyłącznie koszt piwonii. Moje zadowolenie było tak duże, że te koszty nie odegrały wielkiej roli. Warto w tym dniu otaczać się ładnymi kwiatami i wybrać to co się faktycznie podoba.



czwartek, 11 grudnia 2014

Ślubne buty

Część z Was pewnie pamięta, że w czerwcu tego roku zmieniłam stan cywilny. Chyba czas najwyższy napisać o tym coś więcej... Jako butoholiczka wiedziałam, że to będzie ciężki temat i długo rozmyślałam nad tym jakie buty będą idealne na ten szczególny dzień. Koncepcja zmieniałam się kilkakrotnie, ale w końcu wyklarowała się ostateczna wizja. Założyłam sobie, że muszą być skórzane, lakierowane, na niskim obcasie, w wersji peep toe oraz w kolorze nude. Wydawało mi, że takich butów w sklepach jest mnóstwo... Teoretycznie jest w czym wybierać, ale przy tak sprecyzowanych cechach okazało się, że to prawie misja niemożliwa. Przez kilka tygodni odwiedziłam setki stron internetowych i kilkanaście sklepów obuwniczych. Było kilka modeli, które nawet wpadły mi w oko, ale zawsze było jakieś ''ale''. Na około miesiąc przed ślubem stał się chyba jakiś cud...



Ale zanim nastąpił szczęśliwy finał poszukiwań, to czas na historyjkę pt. ''Koszmar butoholiczki''. ;) Będąc na zakupach w Tesco, w oczy wpadły mi takie oto niskie czółenka [zdjęcia poniżej]. Wydały mi się nawet fajne, no i były tanie, jak barszcz. Co prawda z eko skóry i zabudowany przód, ale uznałam, że kupię je jako koło ratunkowe, w razie, gdybym nie znalazła nic innego. Kupno nie było takie łatwe, bo mój rozmiar był już niedostępny. Więc ruszyłam na poszukiwania po całym Poznaniu i udało się. Sztuczne światło w sklepie albo też moja nadmierna radość chyba przyćmiły mi umysł. Bo oto w domu wykonując poniższe zdjęcia zauważyłam, że to w sumie dwa inne buty. Różni je nie tylko odcień, ale także wiele innych elementów, które były różnej wielkości. Zbaraniałam. Na zakupach był ze mną narzeczony i też w sklepie niczego nie zauważył. Uznałam, że to pewnie taka wadliwa para, bo numery referencyjne były identyczne. Zwróciłam te buty, wytłumaczyłam w czym rzecz, trochę się pośmiałam i znalazłam kolejną parę w moim rozmiarze. Jaki szok przeżyłam, kiedy się okazało, że one również nie są identyczne. Okazało się, że po prostu każda para tak wyglądała. Najlepsze jest to, że z tych butów zostały zaledwie trzy pary, więc wszystkie inne zostały wykupione. Do dzisiaj się zastanawiam nad tym ile kobiet musi paradować w dwóch różnych butach! ;) Jestem przekonana, że nie każdy wychwycił tę ''subtelną'' różnicę. Czy któraś z Was posiada może te szpilki? :) Były dostępne w okolicach marca/kwietnia tego roku. Mam wrażenie, że tylko mi się przytrafiają tego typu dziwne historie...




W połowie maja stał się cud i znalazłam JE! Jupi! Spełniły wszystkie moje wymagania. Lakierowana skóra, wersja peep toe, obcas tylko 6 cm, no i beżowy kolor. Pełnia szczęścia! Tylko cena zabolała (369 zł). Zdjęcia katalogowe do obejrzenia TUTAJ.



Moje szpilki zostały kupione w PRIMAMODA, a narzeczony swoje znalazł w RYŁKO.



Kolor moich butów określany jest przez producenta jako piaskowy. W zależności od światła jest mniej lub bardziej intensywny. Ale generalnie to bardzo neutralny odcień. Buty uniwersalne i do wykorzystania na inne okazje. Narzeczony wybrał klasyczne skórzane półbuty w kolorze czarnym (cena 329,90 zł). Ze swoich wyborów ostatecznie byliśmy bardzo zadowoleni. Wygodne, dobrze wyprofilowane i bardzo porządnie wykonane. Jakościowo naprawdę świetne. Czasami warto długo szukać! :)



Czy któraś z Was obecnie poszukuje szpilek na tę specjalną okazję? ;)



P.S. Pewnie dla niektórych z Was buty to taka mało istotna sprawa...
Według mnie to ważny element i nie czułabym się tego dnia dobrze w szpilkach, które nie spełniałyby moich oczekiwań.


wtorek, 20 maja 2014

Trochę prywaty...

Witajcie! Pewnie większość z Was zauważyła, że moja obecność w blogosferze jest ostatnio znikoma. Właściwie ten stan utrzymuje się już od dłuższego czasu. Czuję się zobowiązana do kilku słów wyjaśnień... Moja przygoda z pisaniem bloga zaczęła się ponad trzy lata temu. Wtedy był to dla mnie dość trudny okres ze względu na brak pracy. Każdy wie, że w naszym pięknym kraju nie tak łatwo zdobyć satysfakcjonujące zajęcie. Człowiek kształci się przez większą część życia, żeby potem boleśnie zderzyć się z rzeczywistością. Przez kilka lat łapałam się prac dorywczych, staży, umów na zastępstwo. Oczywiście wszystko było przeplatane okresami bezrobocia. I właśnie w tym czasie narodził się pomysł blogowania. Odkąd tylko pamiętam nie robiłam zakupów kosmetycznych w ciemno. Zawsze czytam opinie innych osób w sieci. Tym sposobem trafiłam na blogi kosmetyczne i uznałam, że też chcę spróbować. To była dosyć spontaniczna decyzja... I tak oto powstał ten blog. :-)
Początkowo byłam przekonana, że to będzie wyłącznie chwilowa fanaberia. Myślałam, że mój słomiany zapał szybciej da o sobie znać, jednak pomyliłam się. Blogosfera dosłownie mnie wciągnęła. Wszystko było dla mnie nowe, ciekawe i zaskakujące. Można powiedzieć, że wpadłam po uszy. Kiedy zaczynałam tak naprawdę nie miałam pojęcia jak to wszystko wygląda od środka. Teraz mogę powiedzieć, że znam blogosferę od podszewki. Największą niespodzianką, jaką niesie ze sobą blogowanie jest fakt, że przenosi się ono ze świata internetowego do tego realnego. Miałam okazję poznać już kilkanaście blogerek i blogerów kosmetycznych. Z niektórymi jestem w stałym kontakcie i cyklicznie się spotykamy. Może nie jest to przyjaźń, ale na pewno bardzo dobra znajomość z tendencjami do rozwoju. Drugą zaskakującą sprawą jest fakt, że na blogowaniu można zarabiać. Hobby może stać się pracą, jeśli poświęcimy temu wystarczającą ilość czasu. Ja nigdy nie chciałam, żeby blogowanie było na pierwszym miejscu w moim życiu. Dla mnie to pasja, która jest odskocznią od szarej rzeczywistości. W najcięższych okresach bezrobocia blog był takim kolorowym okienkiem na świat. Życie potoczyło się tak, że ponad rok temu los się do mnie uśmiechnął i dostałam wymarzoną pracę. To jest w sumie punkt przełomowy, bo od tego czasu moja aktywność w blogosferze znacząco spadła. Jednak myślę, że dla każdego na pierwszym miejscu powinien być świat realny, a nie internetowy. Chciałabym móc poświęcać na blogowanie tyle czasu co kiedyś, ale fizycznie jest to po prostu niemożliwe. Ale nie żałuje. Coś się kończy, a coś zaczyna. Oczywiście to nie jest pożegnanie. Blogowanie to moje hobby i sposób na spędzanie wolnego czasu. Mam mnóstwo pomysłów na dalszych rozwój bloga, niestety gorzej z realizacją. Ehh ;-)


Oprócz pracy pochłania mnie także tematyka ślubna. Dwa lata temu zostałam narzeczoną i właściwie od tamtego czasu zaczęliśmy planować ślub i wesele. Załatwiliśmy wszystkie najważniejsze sprawy i na jakiś rok zapomnieliśmy o tym wydarzeniu. Ostatnie pół roku jest jednak intensywniejsze. Ogrom spraw do omówienia i załatwienia skutecznie pochłania mój wolny czas. Aż trudno uwierzyć, że praktycznie za miesiąc będzie już po wszystkim. Generalnie to bardzo fajny okres i cieszę się, że jeszcze sporo przede mną. Bardzo lubię organizować różne rzeczy, więc mam szansę się wykazać. Jestem szczęśliwa!

Serdecznie zapraszam Was do polubienia mojej strony na FB i śledzenia mnie na Insta.
W tych dwóch miejscach pojawiam się zdecydowanie częściej, niż na blogu.











środa, 3 kwietnia 2013

Krytycznym okiem - Notatnik Panny Młodej

Notatnik Panny Młodej zamówiłam ponad rok temu, kiedy zostałam narzeczoną :-) Kupiłam go przez stronę internetową korzystając z jakiejś zniżki i płacąc za niego z przesyłką 59 zł (cena standardowa to 69 zł). Cena dość wysoka. Teraz po czasie jestem w stanie już realnie ocenić użyteczność tego przedmiotu. Muszę dodać, że jestem osobą uporządkowaną i lubię takie rzeczy. Zdaje sobie sprawę, że równie dobrze można takie notatki prowadzić w zwykłym zeszycie, ale to nie dla mnie...


Notatnik Panny Młodej to kołonotatnik (bardzo wygodne!) w twardej oprawie. Trudno mi określić format, bo chyba nie jest standardowy. Notatnik jest większy od zwykłego zeszytu o formacie A5. O ile twarda okładka jest plusem, o tyle jakość kartek wewnątrz pozostawia wiele do życzenia. Wydaje mi się, że to jakiś tani papier z makulatury. Nie jest cienki, ale szorstki w dotyku, poszarzały i łatwo o żółknięcie. Zaczynam mieć obawy, czy Notatnik po latach będzie mógł pełnić rolę pamiątki...


Notatnik dzięki przekładkom został podzielony tematycznie. 
Życzyłabym sobie, żeby te przekładki były ze sztywniejszej tektury, ponieważ pozaginały mi się rogi, a nie lubię tego.


Przekładki te pełnią jeszcze jedną ważną rolę - kieszonki na dokumenty, czy inne papiery.


Oprócz tego w Notatniku znajdują się przezroczyste folie. Niestety, ale są za małe dla kartki A4 złożonej na pół. Wiem, że to jest teoretycznie drobiazg, ale w praktyce nie podoba mi się fakt, że z umowy muszę robić origami, żeby schować ją do folii.


W całym Notatniku jest sporo pustych stron na notatki własne, co jest według mnie zaletą.


Część pierwsza - ŚLUBNE ABC

W tej części mamy informacje o rodzajach ślubów oraz plan działań z podziałem czasowym. Ten plan trzeba oczywiście dostosować pod siebie, ale bardzo fajnie wszystko zebrano na kilku kartkach. Nie ma szans, żeby o czymś zapomnieć, bo wszystko zostało wyszczególnione. Idealna sprawa dla słabo zorientowanych w tematyce ślubnej.


 Najbardziej podoba mi się plan działań w dzień ślubu. Czytając to uśmiechnęłam się sama do siebie :-)


Mamy także kalendarz, w którym wszystko można zanotować.


Część druga - PRZYGOTOWANIA

W tej części możemy rozplanować swój budżet, spisać listę gości, listę prezentów (dla mnie zbędne) i tym podobne. Jest też miejsce na wybór sali, zespołu, fotografa, kamerzysty oraz wskazówki jak wybierać usługodawców.


Część trzecia - ORGANIZACJA

W tej części możemy zaprojektować swoje sukienki, zapanować nad elementami garderoby Państwa Młodych, zaprojektować swoje zaproszenia. Jest to także miejsce na dokładny kontakt do wybranych usługodawców.


 Możemy też pobłądzić palcem po mapie ;-)


Część czwarta - KONTAKTY

To miejsce na telefony. Teoretycznie mało przydatna rzecz w dobie telefonów komórkowych. 
Ale w praktyce przyda się miejsce  na coś takiego.


Koniec...


Notatnik Panny Młodej na pewno nie jest idealnym organizerem. Mam zarzuty co do jakości materiałów z których został wykonany. Przy tak wysokiej cenie liczyłam na coś lepszego. Zdaję sobie jednak sprawę, że płacę niejako za innowacyjność i koncept. Na rynku nadal w tej kategorii nie ma dużej konkurencji, zatem i ceny można windować w górę. Jednakże mimo wypunktowania tych wad to Notatnik nadal mi się podoba. Cieszę się, że w jednym miejscu mogę zgromadzić wszystko. Mam tendencje do zapisywania wielu rzeczy na małych karteczkach, które są wszędzie, ale nie wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne ;-) Notatnik pochłania wszystko i już nie szukam, bo wszystko mam w jednym miejscu. Ani nie polecam, ani nie odradzam. Nie umiem się jednoznacznie ustosunkować. Ja nie żałuję tego, że wydałam pieniądze i jestem w posiadaniu Notatnika. Dla mnie to była dobra i pomocna inwestycja. Mam nadzieje, że Notatnik będzie miłą pamiątką po latach.


Jeśli szukacie czegoś alternatywnego to zapraszam Was na bloga Ev, gdzie niedawno zrecenzowała coś konkurencyjnego.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Targi Slubne Poznan 2013 r.

Wiem, że temat pewnie nie każdego zainteresuje, ale już jakiś czas temu wspominałam o tym, że wychodzę za mąż :-) Termin wydaje się odległy, bo jest to czerwiec 2014 roku. Ale z drugiej strony aktualnie jest już ostatni dzwonek na dopięcie najważniejszych spraw ;-) Na razie mamy tylko salę oraz zarezerwowany termin i godzinę w Kościele. Pozostaje jeszcze mnóstwo innych spraw... Aktualnie największym priorytetem jest wybór fotografa oraz załatwienie zespołu muzycznego.Ufff!

Pierwsze przygotowania poczyniłam już w marcu, kiedy kupiłam Notatnik Panny Młodej.
Wczoraj z kolei był czas na krok drugi, czyli Targi Ślubne w Poznaniu :-)
Pogoda niestety była fatalna, ale w środku panował zupełnie inny klimat!


Auta... Wybór spory, ale niektóre kojarzyły nam się z karawanem.
Na razie nie mam pojęcia w jakim kierunku pójdzie nasz wybór...


Torty :-)
Największe wrażenie robi chyba ten z czerwonymi różami! Ale szczerze mówiąc dla mnie duże znaczenie będzie mieć smak tortu, a nie jego wygląd. Byłam na kilku weselach i niestety zazwyczaj tort był niezbyt smaczny oraz nijaki. Chcę tego uniknąć.


Sukienki...
Wybór spory, ale niektóre to szczyt kiczu. Chociaż wiadomo, każdy ma inny gust...


Żeby Wam nakreślić mój gust to prawdopodobnie będę poszukiwać sukienki w tym stylu [poniższe zdjęcie], czyli bardzo prosta, puszczona, bez żadnych udziwnień. Na pewno nie interesują mnie bezy i sukienki, jak dla księżniczek. Chociaż przyznam, że ma to w sobie jakiś urok, bo to chyba jedyny dzień w życiu, kiedy kobieta bezkarnie może założyć tego typu sukienkę ;-)


Podpatrzyliśmy trochę w kwestii ozdób na stół i salę...


Następnie przyszedł czas na część artystyczną...


Zasiedliśmy pod sceną. Imprezę prowadził Tomasz Kammel.


Odbył się pokaz sukien ślubnych oraz garniturów...


Następnie był pokaz tańca erotycznego. Śmiem twierdzić, że więcej erotyki w sobie miały te krzesła na scenie. A może po prostu ja się nie dopatrzyłam tego, czego powinnam ;-)


Był też pokaz kobiecych wdzięków... Yyy, to znaczy pokaz bielizny!


Okazało się także, że Elvis jednak żyje ;-)


Kolejny pokaz sukien ślubnych...


Oraz świetny pokaz tańca samby. Dziewczyny dały czadu!


I to by było tyle... Na więcej atrakcji nie starczyło nam cierpliwości i energii ;-) A tak poważnie to cała impreza była bardzo dobrze i profesjonalnie zorganizowana. Wszystko miało swoje miejsce. Cieszyliśmy się, że byliśmy tam od samego początku, ponieważ z czasem liczba ludzi była coraz większa i na stoiskach panował ogromny tłok. Wróciliśmy z mnóstwem folderów i ulotek oraz z lekkim bałaganem w głowie! Teraz czas to wszystko ogarnąć i podjąć odpowiednie decyzje ;-)