Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą corine de farme. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą corine de farme. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

Bioderma Matricium® - kuracja 15-dniowa


31 października rozpoczęłam moją przygodę z Biodermą. O samym produkcie pisałam w tym poście KLIK. Moja kuracja została zakończona kilka dni temu, a dzisiaj chcę się podzielić moim odczuciami odnośnie tego produktu... Dodam, że stosowałam kosmetyk systematycznie na noc.


Najpierw trochę od strony technicznej... Kosmetyk został umieszczony w sterylnych ampułkach - każda o pojemności 1 ml. Wydaje się mało, ale jest to idealna ilość, która wystarcza nie tylko na twarz, ale także na szyję. Ampułki są bardzo wygodne, ponieważ można je ponownie zakręcić. Sam produkt ma konsystencję wodnistą. Początkowo wydawało mi się, że produkt jest bezzapachowy. Ale nic bardziej mylnego. Ta woda pachnie dość specyficznie. Określiłabym to jako lekko kwaśny zapach. Ale nie jest nachalny, więc nie przeszkadza. Prawdopodobnie większość osób nawet nie zwróci uwagi na ten specyficzny zapach... Kosmetyk łatwo się aplikuje i ekspresowo wchłania.


Po aplikacji w szybkim tempie odczuwałam spore napięcie skóry. Ale nie był to efekt ściągnięcia jak przy przesuszeniu, tylko takiego jakby naciągnięcia. Dość dziwne uczucie i jeszcze żaden kosmetyk nie dawał mi takiego odczucia. Przyznam, że było to przyjemne, ale jednocześnie uświadamia mi to, że już w tak młody wieku (26 lat) na mojej skórze jest już co ''naciągnąć''. Z racji lekkiej konsystencji zalecana jest aplikacja kremu. Ja ze swoją tłustą cerą zrobiłam eksperyment i nie nakładałam kilka razy kremu. Sama woda okazała się na tyle odżywcza, że nie czułam potrzeby aplikacji kremu. Ale to był tylko wyskok, a przez większy okres kuracji sumiennie aplikowałam krem. A właściwie dwa!


Zamiennie używałam dwóch kremów. Jeden ''mocniejszy'' o działaniu wspomagającym walkę z czasem, czyli Vichy LiftActiv Retinol Ha. Bardzo dobry odżywczy krem. Oraz drugi trochę ''lżejszy'' także przeciw zmarszczkom Corine de Farme. Oba kremy zapewniały mi odpowiednie odżywienie.


Wracając jednak do meritum sprawy... W ciągu tych 15 dni zaobserwowałam dużo pozytywnych reakcji. Przede wszystkim w znacznym stopniu moja skóra się wygładziła. Prawdopodobnie ten efekt gładkości wynika z tego, że jest lepiej napięta. Przez cały okres kuracji na mojej buzi nie pokazała się żadna zmiana trądzikowa. Cera zyskała jednolity koloryt, jest taka bardziej zwarta i zbita. Ogólnie mam wrażenie, że moja skóra wygląda lepiej i bardziej promienniej. Pisałam Wam wcześniej o mojej lwiej zmarszczce. Nie zaobserwowałam żadnych zmian w jej wyglądzie. Trochę szkoda, ale na cuda nie liczyłam! Matricium stosowałam także na skórę pod oczami. Początkowo trochę się bałam podrażnienia, ale jednak nie było czego, bo skóra zareagowała bardzo pozytywnie.


Podsumowując, nie mogę w pełni ocenić tego kosmetyku, bowiem 15-dniową kurację można jedynie potraktować jako wstęp do dłuższej rozgrywki ;-) Nie mniej, te zmiany, które zaobserwowałam są bardzo pozytywne. Jestem przekonana, że ten produkt działa, bo czuć jak realnie napina skórę. Moja cera jest odświeżona, ujednolicona i jej stopnień nawilżenia na pewno wzrósł. Według producenta Matricium robi dużo więcej, ale są to procesy raczej nie widoczne gołym okiem. Wierzę, że tak jest!

poniedziałek, 24 września 2012

Corine de Farme, Krem Swietlista Cera

Krem opracowany by zapewnić doskonałą ochronę i pielęgnację nawet najbardziej wrażliwej skórze. Zawiera kompleks antyoksydantów na bazie liczi, białej herbaty i borówki brusznicy. Zapewnia długotrwałe nawilżenie, rozświetla i wygładza cerę. Spowalnia proces starzenia się skóry spowodowany działaniem promieni UV. Nie zawiera parabenów i fenoksyetanolu, barwników i alkoholu, kompozycja zapachowa nie zawiera ftalanów. 95% składników pochodzenia naturalnego, 5% składników syntetycznych dla zapewnienia odpowiedniej konsystencji. Hipoalergiczny.


W paczce od Corine de Farme znalazłam próbki Kremu Świetlista Cera. Wycisnęłam je do opakowania po kremie Olay, który swoją drogą po prostu spuściłam w toalecie, bo był marny ;-) Do przetestowania miałam zaledwie 15 ml kremu. Normalnie bym o nim nie napisała, ale uważam, że jest warty poznania! Trochę się obawiałam tego kremu przy tłustej cerze... Jednak niepotrzebnie ;-)


Krem okazał się naprawdę porządny i przyjemny w użytkowaniu. Ma bardzo lekką i lejącą się formułę, która ułatwia rozsmarowanie oraz wchłanianie. Dzięki temu jest bardzo wydajny. Mimo żelowej konsystencji poziom nawilżania określiłabym jako wysoki. Skóra była bardzo miękka i gładka. Krem bardzo dobrze spisał się jako baza pod makijaż, gdyż nie zostawia tłustego filmu. Co do rozświetlania... Przyznam, że nie zauważyłam, żeby krem to robił. Na pewno nie zostawia płaskiego matu po wchłonięciu się, jednak nie liczyłabym na blask ;-) Krem nie zawiera żadnych drobinek. Nie mniej, krem pozytywnie mnie zaskoczył i mam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie. Polecam :-)


środa, 19 września 2012

Corine de Farme, Płyn micelarny do demakijazu oczu

Płyn micelarny do demakijażu oczu polecany nawet do oczu wrażliwych i dla osób noszących szkła kontaktowe. Nie pozostawia na skórze tłustego filmu i nie powoduje podrażnień. 
Testowany pod kontrolą dermatologiczną i okulistyczną.

97 % naturalnych składników
  • Hipoalrgiczny
  • Bez alkoholu
  • Bez parabenów
  • Bez barwników
  • Z wyciągiem z Piwonii o właściwościach kojących podrażnienia
  • Bezpieczny dla osób noszących szkła kontaktowe

Ucieszyłam, kiedy do testów dostałam taki oto płyn micelarny przeznaczony do demakijażu oczu. Ja od dawna zmywam makijaż oczu za pomocą płynów micelarnych, więc jakoś tak wewnętrznie byłam przekonana, że ten na pewno super się sprawdzi, skoro jest dedykowany wyłącznie do oczu. 


Niestety jestem rozczarowana, ponieważ płyn bardzo słabo zmywa makijaż. Dodam, że maluję się codziennie, ale mój makijaż oka nie jest jakiś skomplikowany. To zazwyczaj baza, dwa kolory cieni, kredka lub liner i tusz do rzęs. Wszystko niewodoodporne. Ten płyn teoretycznie ładnie ściera pierwszą warstwę makijażu. Kiedy trochę potrzemy to zmywa jeszcze bardziej. Ale po kilku płatkach, kiedy już ma się wrażenie czystego oka zazwyczaj przystępuję do dalszego mycia buzi. I wtedy okazuje się, że zwykły żel do mycia buzi lub hydrolat rozpuszcza z moich oczu jeszcze pozostałości kredki, czy tuszu, co daje efekt pandy. Ten płyn micelarny jest po prostu nieskuteczny...


Płyn ma funkcjonalny aplikator przez który według mnie wylewa się trochę zbyt duża ilość płynu. Sam płyn micelarny delikatnie pachnie i jest bardzo łagodny. Nie szczypie, nie piecze, nie klei się, nie pozostawia żadnej warstwy, nie wysusza. Ale niestety, żeby dobrze zadziałał konieczne jest zużycie kilku płatków kosmetycznych, tarcie oczu, a  i to niestety nie gwarantuje pełnego demakijażu oczu.