Obserwatorzy

sobota, 20 października 2012

e-naturalne.pl i Avon

Miał być zakupowy odwyk do końca października, ale niestety nie dałam rady. Ale te zakupy są usprawiedliwione, bo jak na złość wszystko mi się skończyło w tym samym czasie... Złożyłam swoje pierwsze zamówienie w sklepie internetowym e-naturalne.pl. Odpowiada za to Niecierpek! Tak, tak, to wszystko przez Ciebie ;-) Kiedy przeczytałam jej recenzję peelingu enzymatycznego z owoców tropikalnych to już wiedziałam, że muszę mieć ten produkt. I tak oto, ja fanka mocnych zdzieraków przerzuciłam się na peeling enzymatyczny. Użyłam do tej pory tylko jeden raz i już jestem zachwycona. Absolutnie nie żałuję zakupu i mam ochotę na więcej. Oto całe moje zamówienie... Jeszcze dodam, że z obsługi sklepu jestem zadowolona - o każdym kroku byłam informowana mailowo. Skorzystałam też z promocji i za przesyłkę kurierem zapłaciłam tylko 11 zł. Szkoda, że do zamówień nie są dodawane żadne próbki. Przynajmniej ja nic nie dostałam... Ogólnie pozytywnie :-)


Skończyły mi się wszystkie toniki i hydrolaty, więc kupiłam dwa kolejne. Hydrolat neroli jest moim ulubieńcem, ale tutaj mam mały zgrzyt, bo ta woda średnio pachnie. Zapach jest jakby podszyty miodem... Jakiś taki za słodki i mdły, jak na kwiat gorzkiej pomarańczy. Dodam, że zamawiam ten hydrolat od lat z różnych miejsc i pierwszy raz spotykam się z tym, że zapach jest inny... Dziwne!


Tutaj wspomniany już peeling enzymatyczny...


Nowością dla mnie jest też maska algowa. Jestem jej strasznie ciekawa :-)


Spirulina gości u mnie zawsze. Uwielbiam ten produkt!


No i stałym elementem w mojej pielęgnacji jest też olej arganowy.


Z racji tego, że jestem maseczkomaniaczką i ostatnimi czasy prawie codziennie robię sobie jakąś maseczkę musiałam uzupełnić moje zbiory. Kupiłam maseczki Avon z serii Planet Spa. Bardzo je lubię i uważam, że to jedne z nielicznych kosmetyków Avon, które są warte uwagi.Bardzo polecam!


P.S. Wiem, że kilka z Was czeka na dalsze wpisy z serii Pielęgnacja Cery Tłustej. Najmocniej przepraszam, ale jakoś nie mam weny, żeby się za to zabrać. Okazało się, że bardzo wiele osób chętnie by przeczytało takie wpisy, poczułam pewnego rodzaju presję i odpowiedzialność. Nie chciałabym kogoś rozczarować. Nie chcę składać obietnic, ale postaram się w najbliższym czasie coś dodać... Jednak muszę to jeszcze przemyśleć i bardziej rozwinąć. Miłego weekendu życzę!

środa, 17 października 2012

Flormar, Pretty Compact, Blush-On P115


Wspaniałe połączenie brązera i różu do policzków w odcieniu brzoskwiniowym. Brązer ma delikatne drobinki, jego kolor podobny jest do odcienia kawy latte, pasuje do każdego rodzaju karnacji - dzięki wspaniałemu odcieniowi i delikatnej jedwabistej konsystencji bardzo ciężko zrobić nim sobie na twarzy plamy. Nadaje się do konturowania owalu twarzy jak i do jej ocieplania. Delikatna nuta szarości sprawia, że odcień ten jest do tego celu wprost idealny. Róż w odcieniu brzoskwini nadaje policzkom świeżego wyglądu i w idealny sposób uzupełnia się z brązerem. Mimo wysokiej pigmentacji łatwy w "obsłudze" dzięki lekkiej i jedwabistej konsystencji.


Sama nie wiem czemu tak długo zwlekałam z recenzją tego produktu. Duo wygrałam w czerwcu w rozdaniu u Dominiki. Produkt ten towarzyszył mi przez całe lato. Aktualnie też chętnie go używam i najfajniejsze jest to, że prawie nie widać zużycia. Wydajność zatem na plus. Średnio natomiast oceniam opakowanie. Jest plastikowe, średniej urody, trochę takie tandetne. W jednym miejscu nakrętka mi pękła, mimo tego, że opakowanie nigdy mi nie upadło. No, ale ważniejszy jest środek...


A wnętrze tego produktu bardzo przypadło mi do gustu! Przede wszystkim super idea połączenia w jednym opakowaniu różu i bronzera. Przy porannym makijażu jest to bardzo wygodne, bo oszczędza czas. Odcienie bardzo trafione. Koralowy róż i chłodny brąz z domieszką szarości. Nie są to kolory matowe, bo dają delikatny połysk i zawierają nienachalne mikroskopijne złote drobinki. Pigmentacja rewelacyjna i co najważniejsze przy aplikacji nie ma pylenia. Konsystencja jest zbita, ale jednocześnie bardzo aksamitna i miękka. Zero plam i smug. Trwałość dosyć dobra. W ciągu dnia nic się nie ściera, nie ma plam, chociaż na mojej tłustej cerze wszystko delikatnie ciemnieje i wygląda mniej świeżo, niż rano. Jednakże duo to podbiło moje serce i jestem zadowolona. Jakość w stosunku do dość niskiej ceny (około 15 zł) jest bardzo dobra! Warto poznać to duo :-) Polecam!


wtorek, 16 października 2012

Cukiernia pod Amorem

Dbających o zdrową dietę uprasza się o zamknięcie oczu ;-)

Dzień zaczęłam tak... Napisałam chłopu, że nie mam nic na śniadanie...
Oto pełnowartościowy zestaw śniadaniowy w rozumieniu Maćka ;-)


Oprócz śniadania dostałam też coś extra...


Ale się cieszę! Będę się zaczytywać w te jesienne wieczory :-)


Ja też odwdzięczyłam się upominkiem :-) Niedawno na Asos upolowałam bokserki w świetnej cenie!


Wieczór kończę tak...


Sok z mandarynek jest boski!


PMS : Bella
1 : 0

poniedziałek, 15 października 2012

Yankee Candle, Blissful Autumn

Sezon jesienny w pełni, a ja prawie codziennie topiłam wosk w kominku... Do czasu, bo miałam kominek ze szklaną misą, która mi pękła. Teraz czeka mnie przymusowy zakup nowego kominka. Może coś mi polecicie? Zależy mi na dobrym jakościowo, bo wcześniej miałam zwykły ceramiczny, który co jakiś czas wybuchał ;-) Szklany był super, ale nie jest trwały, bo wytrzymał około roku czasu.


Ten wosk mnie zachwycił! Według producenta Blissful Autumn jest to zapach z linii FRESH, jednak nie dajcie się temu zwieść. Początkowo faktycznie zapach jest dość rześki i chłodny. Jednak już w bardzo krótkim czasie pojawiają się niezwykle ciepłe nuty zapachowe. Czuć słodkie i soczyste gruszki oraz śliwki doprawione wanilią, cynamonem, goździkami. A to wszystko przyprawione jest zapachem palącego się drewna. Zapach jest naprawdę intensywny i przyjemnie rozgrzewający. Mam wrażenie jakbym siedziała przy ognisku gdzieś na skraju sadu w ciepły jesienny wieczór...


Zapach tego wosku idealnie komponuje mi się z jedną z moich ulubionych herbat. Grzaniec Śliwkowy z Loyd Tea też jest przepełniony śliwkowym smakiem z nutką zapachu dymu prosto z ogniska. A tak naprawdę w składzie znajdziemy kwiat hibiskusa, cynamon, aromaty, prażony korzeń lukrecji, goździki, imbir, jabłko, skórka słodkiej pomarańczy, aronia, śliwka oraz alkohol ;-) Herbatka rewelacyjnie smakuje, pachnie i super rozgrzewa. Warto spróbować! Zdecydowanie polecam!


Pożegnalne zdjęcie wspomnianego kominka ;-)

niedziela, 14 października 2012

Lush, Space Girl Bath Bomb


Szczęście mi dopisało i kolejny raz wygrałam w rozdaniu :-) Tym razem nagroda przyleciała do mnie z Francji od Klaudyny, którą miałam okazję poznać na Poznańskim Spotkaniu Blogerek. Swoją drogą kiedy będzie następne spotkanie? ;-) Moją nagrodą główną była bomba do kąpieli Space Girl.


Wygląda kosmicznie ;-) Planeta, czy może latający spodek? ;-)


Drobinki brokatu - kosmiczny pył :-)


Do you sometimes feel like you’re on a different planet? Don’t feel alien -  retreat to the bathroom to float in your own personal space until you feel ready for touch down.


Wczoraj urządziłam sobie super kąpiel! Było naprawdę magicznie i niezwykle relaksująco :-) Bomba pachnie słodko i przyjemnie dla nosa. Woda zabarwiła się na bardzo intensywny kolor, a na powierzchni pływał brokat. Szkoda tylko, że bomba tak szybko się rozpuściła... Kilka minut fizzowania i już było po wszystkim. Ale wtedy woda zaczęła wydawać trzaski! Delikatne odgłosy pęknięć! Fajny efekt :-) Nie spodziewałam się takich dodatkowych atrakcji! Co do brokatu - nie ma się co obawiać. Pływał po powierzchni wody i pięknie się mienił, ale nie przyklejał się do ciała. Po kąpieli nie musiałam nawet jakoś specjalnie myć wanny, ani używać żadnego balsamu, bo skóra była dostatecznie nawilżona. Space Girl to bardzo fajny gadżet umilający kąpiel :-) Dzięki Klaudyna!