Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczotka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczotka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2015

O szczotkach Tangle Teezer raz jeszcze!

Mam wrażenie, że o szczotkach Tangle Teezer powiedziano już wszystko. Chciałabym jednak dorzucić swoje trzy grosze, że ze względu na fakt, że jestem już długoletnią posiadaczką tych szczotek. Pierwszą czarną szczotkę w wersji The Original dostałam w prezencie w lutym 2011 roku i użytkuję ją regularnie od czterech lat. Drugą różową szczotkę w wersji Salon Elite otrzymałam w maju 2013 roku i od tego czasu jest równie intensywnie użytkowana. Ktoś zapyta o co tyle szumu? No właśnie...
 

Pomysł powstania owej szczotka narodził się nie tak dawno, bo w 2004 roku. Cztery lata później Tangle Teezer trafiła do sprzedaży, a prawdziwą popularność zdobyła w 2011 roku. Twórcą tej innowacyjnej szczotki jest brytyjski fryzjer Shaun Pulfrey. Tangle Teezer nadal bije rekordy popularności i jest już powszechnie dostępna. Szczotki te coraz częściej są przeze mnie widywane w salonach fryzjerskich. Czym ta szczotka się wyróżnia? Innowacją jest ergonomiczny kształt o odpowiednim wyprofilowaniu, ząbki flexi ze specjalnego tworzywa oraz szeroka gama kolorystyczna. Do wyboru mamy klika rodzajów szczotek w różnych kolorach - KLIK. W Polsce szczotki te są dostępne głównie w sklepach internetowych i aptekach w sieci (np. Apteka Gemini KLIK) oraz stacjonarnie w perfumerii Douglas i od niedawna w drogeriach Rossmann, Hebe oraz Firlit.


Tangle Teezer, The Original, Panther Black

To mój zdecydowany ulubieniec i faworyt. Szczotka jest świetnie wyprofilowana, dzięki czemu dobrze się trzyma i nie wypada z dłoni. Ząbki flexi są bardzo elastyczne. Nie są ostre i nie drapią skóry głowy. Szczotka dobrze dopasowuje się do kształtu głowy i przyjemnie rozczesuje się nią włosy. Jest już trochę poobijana i bardzo łatwo się otwiera, ale nadal spełnia swoje najważniejsze funkcje. Nie elektryzuje włosów, nie ciągnie, nie wyrywa ich. Dostrzegam praktycznie same pozytywne strony!


A kuku! Wybaczcie, że taka mokra, ale zdjęcia robione świeżo po kąpieli! ;)


Tangle Teezer, Salon Elite, Dolly Pink

Tę szczotkę lubię zdecydowanie mniej. Obły kształt sprawia, że dużo łatwiej wyślizguje się z ręki i czasami ląduje na podłodze. Ząbki są mniej elastyczne. Sztywniejsze i bardziej ostre. Zdarza się, że włosy po jej użyciu niestety elektryzują się. Oczywiście ta szczotka również dobrze się sprawdza, bo ułatwia rozczesywanie włosów, ale czuję lekki dyskomfort przy jej używaniu...


Szczotka Tangle Teezer na pewno zrewolucjonizowała rynek fryzjerski i jest fantastycznym gadżetem. Każda kobieta powinna chociaż spróbować jej użyć. Gwarantuję, że większość nie wróciłaby już do zwykłych szczotek. Mając jednak możliwość używania dwóch rodzajów TT, to z całego serca polecam klasyczną wersję The Original. W mojej opinii jest najlepsza! :-)


A Wy macie swoją Tangle Teezer? Może również macie ich więcej i widzicie różnicę?


Jeśli ktoś lubi historyczne posty, to o TT wspominałam już wcześniej:
wrzesień 2011 r. KLIK
marzec 2013 r. KLIK


środa, 7 stycznia 2015

Dzika szczotka LENA od Khaja


Przez dłuższy okres czasu nie miało dla mnie znaczenia to, czym czeszę włosy. Ale odkąd zaczęłam być bardziej świadoma w kwestii pielęgnacji włosów wiem, że akcesoria odgrywają istotną rolę. Używam grzebienia z szeroko rozstawionymi zębami oraz zamiennie dwóch szczotek Tangle Teezer [recenzja]. Dużo dobrego czytałam na temat szczotek z włosia naturalnego. Rok temu poprosiłam Gwiazdora o taki prezent świąteczny! Firma Khaja jest producentem szczotek i pędzli z naturalnego włosia z ponad 80-letnią tradycją, więc to był dla mnie dość oczywisty wybór. Dostępnych jest kilka rodzajów i wersji szczotek Khaja.


Zdecydowałam się na wersję o nazwie LENA w kolorze jasnym (40 zł). Według opisu producenta: Szczotka z naturalnego włosia przeznaczona do leczniczego masażu skóry głowy, wykonana według wskazówek Pani Heleny Urbańskiej, słynnej założycielki Laboratorium Chemiczno - Kosmetycznego "LENA" w Szczecinie, które już od ponad 40 lat zajmuje się leczeniem chorób włosów. Co prawda nie wiem, jak wykonywać wspomniany masaż, ale generalnie w takim celu ją zakupiłam. Mam cienkie i rzadkie włosy. Zależy mi na tym, żeby rosło ich więcej i żeby mieszki włosowe były pobudzane do pracy.


Szczotka LENA jest dość zgrabna, opływowa i poręczna. Wyprofilowana w taki sposób, żeby pasowała do kształtu głowy. Wykonana solidnie i z dbałością. Włosie to szczecina dzika. Zaskoczyłam się tym, że jest dość ostre i twarde, ale jednocześnie zachowuje sprężystość. Szczotki używam do przeczesywania suchych włosów, ale głównie do masażu. Delikatnie opukuję skórę głowy we wszystkich możliwych kierunkach oraz co jakiś czas przeczesuję włosy rozprowadzając na nich naturalne sebum. Trwa to od kilku do kilkunastu minut, w zależności od zapału i chęci. Po takim zabiegu włosy są bardzo puszyste i zdecydowanie uniesione u nasady. To też idealny moment na aplikację jakiejś wcierki lub ampułek. Naprawdę czuć, że krążenie krwi i mieszki włosowe zostały odpowiednio pobudzone. Przy regularnym stosowaniu pojawia się dużo nowych baby hair i generalnie włosy wyglądają lepiej. Szczotkę łatwo utrzymać w czystości według wskazówek BlondHairCare.


Polecam z całego serca! Znacie inne dobre szczotki z włosia naturalnego? Warto w coś zainwestować?


Na koniec mam super wiadomość! 
Wczoraj Marta opublikowała ranking najpopularniejszych blogów kosmetycznych w Polce.

Mój blog również znalazł się w tym zestawieniu - złota pięćdziesiątka! Jupi!






poniedziałek, 20 stycznia 2014

Gwiazdkowe prezenty

Styczeń za chwilę się skończy, a ja postanowiłam pokazać moje gwiazdkowe prezenty. Rychło w czas ;-) 


Ten cudowny koszyk otrzymałam od mojego narzeczonego. Wyznajemy zasadę przydatnych prezentów i zazwyczaj mówimy albo chociaż lekko sygnalizujemy co by nam się przydało. Ale są też niespodzianki co jest ekscytujące i bardzo pozytywne :-)


Zacznę od totalnego zaskoczenia, czyli tablet Samsung Galaxy Tab 3 oraz śliczne czerwone etui. W kwestii gadżetów oraz różnych sprzętów jestem kompletnie niezorientowana i zielona. Nie śledzę nowinek, ani nie mam chęci posiadania nowości. O tablecie to ja nawet nie marzyłam... Ale już bardzo się cieszę, że go posiadam. Przydatne ułatwienie dla blogerki i nie tylko :-)


Marzyłam za to o posiadaniu szczotki z naturalnego włosia. Lena z pracowni szczotek Khaja jest idealna do masażu.


Mój ukochany Alien od Thierry Mugler, czyli perfumy do których zawsze wracam.


 Uroczy gwiazdorek do przyklejenia na szybę :-)


 W prezencie od przyszłych teściów dostałam coś dobrego...


...i pożytecznego, czyli krzesło z Ikei. Wreszcie mogę siedzieć przy biurku ;-)


 Od przyjaciółki dostałam świetnie zapakowany prezent!


 Miałam dużo radości przy otwieraniu...


 A w środku...


 Super ciepły i niesamowicie miękki szalik oraz wspaniały bronzer Bahama Mama z The Balm.


Od brata M. i jego narzeczonej dostałam zestaw z Organique i słodycze.


Lepszych prezentów nie mogłam sobie życzyć. Wszystko trafione w dziesiątkę!
Wasz Gwiazdor również się spisał? :-)


niedziela, 8 grudnia 2013

Drogi Mikołaju...


Wysłałyście już list do Świętego Mikołaja? Ja z lekkim poślizgiem robię to teraz. 
Mój Mikołaj to nowoczesny chłop i regularnie czyta bloga, także na pewno się uda ;-)

Kurde, to takie infantylne... Ale z drugiej strony taka lista pozwala mieć chłodne spojrzenie nie sprawę. 
Przynajmniej faktycznie widzę co mi jest potrzebne. Nie ukrywam, że część prezentów kupię sobie sama!



1. Lakier Essie z zimowej kolekcji w przepięknym kolorze Shearling Darling. Wygląda bajecznie! 
Uwielbiam tego typu odcienie na paznokciach!

2. Bronzer Bahama Mama od The Balm. Mój ukochany Hoola od Benefit coraz mocniej sięga dna. 
Mam ochotę zastąpić go czymś nowym i jeszcze nieznanym, stąd taki wybór.

3. Kosmetyki Organique. Ta marka powoli odkrywa się przede mną i jesteśmy w fazie zapoznania. 
Właściwie wszystkie kosmetyki kuszą mnie niesamowicie i mam na nie ochotę!

4. Mój zapach od lat, czyli Alien od Thierry Mugler. 
Z racji dość wysokiej ceny wracam do nich okazjonalnie, a nie regularnie.

5. Biały kuferek na biżuterię. Mam już wypatrzony model na Allegro. Pozostała jedynie kwestia realizacji...

6. Szczotka Lena do leczniczego masażu skóry głowy z pracowni szczotek Khaja. 
Kusi mnie także klasyczna Helena, ale mam rzadkie włosy i jakoś bardziej przemawia do mnie Lena.

7. Smartfon Samsung Galaxy Core. To raczej prezent z musu, gdyż poprzedni telefon coraz bardziej zawodzi. 
Akurat kończy mi się abonament, zatem na pewno sama zrealizuję ten punkt.

Ufff, to tyle. Mam nadzieje, że Mikołaj sobie poradzi ;-)

niedziela, 11 września 2011

Tangle Teezer

Moja recenzja nie będzie jakaś odkrywcza, ponieważ dołączam do grona wielbicielek Tangle Teezer. Na początku podchodziłam sceptycznie do tej szczotki - tyle pieniędzy za kawałek plastiku? Ale nadarzyła się okazja i TT dostałam w prezencie z okazji Walentynek!



Zatem moja szczotka ma już kilka miesięcy. Nie dbam o nią jakoś szczególnie - użytkuję po prostu jak zwykłą szczotkę. Jak widzicie powierzchnia TT nie jest niezniszczalna i bardzo łatwo o jakieś zarysowania. Ale nie traci przez to swoich właściwości.

Myję szczotkę w wodzie z mydłem i nic jej to nie szkodzi. Jak widać niektóre ''włoski'' odkształciły się w jakimś kierunku. Myślę, że to naturalny proces przy każdej takiej szczotce. Ja ze swojej jestem bardzo zadowolona, ponieważ kilka ruchów ręką i włosy są rozczesane. Bardzo dobrze sprawdza się przy włosach rozjaśnianych!


Czy da się żyć bez Tangle Teezer? Na pewno tak! Ale kto raz spróbuje raczej nie wróci już do zwykłej szczotki. Ja jestem bardzo zadowolona z tego prezentu!